Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miejsca Małych Ludzi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miejsca Małych Ludzi. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 18 września 2014
Poranek Kulinarny we WROart
Właśnie nabrałam wielkiej ochoty na wizytę we WROart na Poranku filmowym.
Uwielbialiśmy z Młodym Człowiekiem tam chodzić. Teraz trochę podrósł i robimy to rzadziej, ale jest okazja.
Kulinarny poranek Filmowy.
Będę nalegała by się tam wybrać, zobaczymy jak mi pójdzie.
poniedziałek, 15 września 2014
Szkiełko i oko
Humanitarium.
Daleko nam do tego miejsca, a może bardziej nie po drodze, ale jak już trafiamy, zawsze wracamy zachwyceni!!
Tym razem skusiła nas nowa wystawa Szkiełko i Oko - tajemnice optyki i oczywiście świetna promocyjna cena biletów 10 złotych od osoby!
Zabawy było co niemiara. Dla dużych i dla małych.
Młody Człowiek biegał między eksponatami jak opętany!
Myślę, że nie pogardzi kolejnym wyjściem do Świata optyki - może tym razem na darmowa wejściówkę z klasą? - jeśli tylko uda im się zorganizować!
Zamiast czczej pogadanki o eksponatach - kilka zdjęć!
Daleko nam do tego miejsca, a może bardziej nie po drodze, ale jak już trafiamy, zawsze wracamy zachwyceni!!
Tym razem skusiła nas nowa wystawa Szkiełko i Oko - tajemnice optyki i oczywiście świetna promocyjna cena biletów 10 złotych od osoby!
Zabawy było co niemiara. Dla dużych i dla małych.
Młody Człowiek biegał między eksponatami jak opętany!
Myślę, że nie pogardzi kolejnym wyjściem do Świata optyki - może tym razem na darmowa wejściówkę z klasą? - jeśli tylko uda im się zorganizować!
Zamiast czczej pogadanki o eksponatach - kilka zdjęć!
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Uwielbiamy KINO :)
W niedzielę udaliśmy się z Młodym Człowiekiem bardzo spontanicznie do Kina. Akurat leciały reklamy na seansie Pan Peabody i Shermann, więc pospiesznie kupiliśmy bilety i zasiedliśmy na naszej Kanapie.
Kanapa jest obowiązkowa ;) - nie to co popcorn ;).
Zupełnie nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, tym bardziej ucieszył nas strzał w 10. :)
Świetny film, żartobliwy, edukacyjny, mądry, ładny - czego chcieć więcej!
Wspaniała zabawa - choć zdaje mi się, ze raczej dla starszych dzieci.
Co my tu mamy:
CO?DZIENNIK,
Miejsca Małych Ludzi,
na Srebrnym Ekranie
poniedziałek, 24 lutego 2014
W Piernikogrodzie.
Conajmniej dwa razy w roku, w drodze na ferie i wakacje letnie dbamy o to by odwiedzić miasto mojej młodości. Nadkładamy drogi, lecz zawsze warto.
Toruń jest bliski mi z racji wizyt u rodziny. Potem wybrałam go na miejsce studiów i te 5 lat związało nas ma zawsze. Myślę, że to pierwsze prawdziwie moje miejsce na świecie.
Zawsze, gdy tam jestem uwielbiam przejść się deptakiem w stronę Ratusza i spowrotem do Zboru. Wpaść na monstrualnej wielkości lody do Lenkiewicza. Błąkać się po wąskich, bocznych uliczkach pomiędzy starymi kamienicami, czy spojrzeć na Wisłę z Bulwar Filadelfijskiego. Usiąść na brzegu zjeść gofra z wiśniami kupionego przy barze pod Arkadami i nie myśleć jak mija czas. Zwykle podczas krótkich pobytów nie zdołam zrobić większości z tych rzeczy i bardzo żałuję, ale zawsze serce mi cieszy zapierająca dech panorama miasta zza rzeki i myśl, że znów TU jestem.
Toruń to niewątpliwie moja miłość. Nie pierwsza i nie największą lecz bardzo ważna.
Tym razem nie odwiedziliśmy z Młodym Człowiekiem Planetarium, choć nalegał, gdyż są nowe seanse. Wybraliśmy się jedynie na krótki spacer po centrum i nasi gospodarze zabrali nas w kolejne magiczne miejsce. Dom legend - mieści się za niepozornymi drzwiami, przy głównym handlowym deptaku miejskim, czyli ul. Szerokiej. To miejsce to połączenie teatru i muzeum. Uzbrojeni w kaptury z dzwoneczkami wzięliśmy udział w zabawnym przedstawieniu edukacyjnym, które angażuje widza tak, że czas mija niepostrzeżenie i w pewnym momencie orientujemy się, że to już niestety koniec wspólnej przygody. Fantastyczna zabawa dla Dużych i Małych.
Takie to niektóre atrakcje czekają w Grodzie Kopernika.
To jednak nie wszystko. Resztę trzeba koniecznie sprawdzić samemu. :)
Ach! zapomniałabym. Wizyty w Toruniu nie byłoby bez Pierników!!!
Będąc w Toruniu koniecznie trzeba odwiedzić jeden ze sklepów firmowych i nabyć jedyne w swoim rodzaju Katarzynki! Nigdzie nie ma lepszych!!
Najbardziej magicznym miejscem w trakcie tych naszych podróży jest jednak dom, w którym zawsze się zatrzymujemy. Mieszkają w nim najbardziej zwyczajni, ciepli i weseli ludzie jakich znam. To taki dom, w którym problemy zdają się nie istnieć, a czas płynie wybornie ale zdecydowanie za szybko. Zawsze nam trudno się stamtąd wyrwać i życzyłabym sobie, by tak pozostało na zawsze.
Dziękujemy jeszcze raz kochani!! :)
Zawsze, gdy tam jestem uwielbiam przejść się deptakiem w stronę Ratusza i spowrotem do Zboru. Wpaść na monstrualnej wielkości lody do Lenkiewicza. Błąkać się po wąskich, bocznych uliczkach pomiędzy starymi kamienicami, czy spojrzeć na Wisłę z Bulwar Filadelfijskiego. Usiąść na brzegu zjeść gofra z wiśniami kupionego przy barze pod Arkadami i nie myśleć jak mija czas. Zwykle podczas krótkich pobytów nie zdołam zrobić większości z tych rzeczy i bardzo żałuję, ale zawsze serce mi cieszy zapierająca dech panorama miasta zza rzeki i myśl, że znów TU jestem.
Toruń to niewątpliwie moja miłość. Nie pierwsza i nie największą lecz bardzo ważna.
Tym razem nie odwiedziliśmy z Młodym Człowiekiem Planetarium, choć nalegał, gdyż są nowe seanse. Wybraliśmy się jedynie na krótki spacer po centrum i nasi gospodarze zabrali nas w kolejne magiczne miejsce. Dom legend - mieści się za niepozornymi drzwiami, przy głównym handlowym deptaku miejskim, czyli ul. Szerokiej. To miejsce to połączenie teatru i muzeum. Uzbrojeni w kaptury z dzwoneczkami wzięliśmy udział w zabawnym przedstawieniu edukacyjnym, które angażuje widza tak, że czas mija niepostrzeżenie i w pewnym momencie orientujemy się, że to już niestety koniec wspólnej przygody. Fantastyczna zabawa dla Dużych i Małych.
Takie to niektóre atrakcje czekają w Grodzie Kopernika.
Strzelanie z kuszy.
Walka flisaków na wiosła.
Pełnienie funkcji dzwonnika.
Budowanie krzywej wieży.
To jednak nie wszystko. Resztę trzeba koniecznie sprawdzić samemu. :)
Ach! zapomniałabym. Wizyty w Toruniu nie byłoby bez Pierników!!!
Będąc w Toruniu koniecznie trzeba odwiedzić jeden ze sklepów firmowych i nabyć jedyne w swoim rodzaju Katarzynki! Nigdzie nie ma lepszych!!
Najbardziej magicznym miejscem w trakcie tych naszych podróży jest jednak dom, w którym zawsze się zatrzymujemy. Mieszkają w nim najbardziej zwyczajni, ciepli i weseli ludzie jakich znam. To taki dom, w którym problemy zdają się nie istnieć, a czas płynie wybornie ale zdecydowanie za szybko. Zawsze nam trudno się stamtąd wyrwać i życzyłabym sobie, by tak pozostało na zawsze.
Dziękujemy jeszcze raz kochani!! :)
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Zima w Zamku, w Krainie Lodu.
Długo planowany wyjazd z wizytą do Gorc. Nareszcie się dokonuje!
I jeszcze trafiła się nam cudowna pogoda! Mróz, śnieżna zima. Nareszcie, nareszcie, nareszcie!
W drogę!
Jak zwykle podjeżdżając do Wałbrzycha, którędy wiodła nasza trasa, drogą od Świebodzic przypomniało mi się, że zwykle, gdy dojeżdżało się już na sam szczyt wzgórza objawiał się zupełnie inny świat, inna zima, niż na nizinie.
I tak dokładnie było i tym razem. Z metra na metr było widać przemianę.
Cudowne słońce i wszystkie drzewa pokryte szadzią. Fenomenalny widok!
Szare, smutne miasto lśni, błyszczy, zachwyca!
Kraina Lodu - zabrzmiał z tylnej kanapy głos Młodego Człowieka.
Istotnie! W słońcu i pod świeżym śniegiem Wałbrzych i okoliczne góry są magiczne, jak z bajki!
Po takim zaproszeniu, nie sposób było ominąć najważniejszego miejsca w tym wałbrzyskim Lodowym Królestwie - Zamku Książ. Wybraliśmy się na krótki spacer, a mróz nas popędzał.
Z prawie odmrożonymi od pstrykania zdjęć palcami, ruszyliśmy dalej.
Lubię patrzeć pod słońce.
Może to dlatego, że nie chcę widzieć wszystkiego, a może lubię widzieć w innym świetle.
I jeszcze trafiła się nam cudowna pogoda! Mróz, śnieżna zima. Nareszcie, nareszcie, nareszcie!
W drogę!
Jak zwykle podjeżdżając do Wałbrzycha, którędy wiodła nasza trasa, drogą od Świebodzic przypomniało mi się, że zwykle, gdy dojeżdżało się już na sam szczyt wzgórza objawiał się zupełnie inny świat, inna zima, niż na nizinie.
I tak dokładnie było i tym razem. Z metra na metr było widać przemianę.
Cudowne słońce i wszystkie drzewa pokryte szadzią. Fenomenalny widok!
Szare, smutne miasto lśni, błyszczy, zachwyca!
Kraina Lodu - zabrzmiał z tylnej kanapy głos Młodego Człowieka.
Istotnie! W słońcu i pod świeżym śniegiem Wałbrzych i okoliczne góry są magiczne, jak z bajki!
Po takim zaproszeniu, nie sposób było ominąć najważniejszego miejsca w tym wałbrzyskim Lodowym Królestwie - Zamku Książ. Wybraliśmy się na krótki spacer, a mróz nas popędzał.
Z prawie odmrożonymi od pstrykania zdjęć palcami, ruszyliśmy dalej.
Lubię patrzeć pod słońce.
Może to dlatego, że nie chcę widzieć wszystkiego, a może lubię widzieć w innym świetle.
środa, 1 stycznia 2014
Skubani
Przedpołudnie w Sylwestra z Młodym Człowiekiem spędziliśmy w kinie Helios.
Lubimy tak razem spędzać czas :)
Niestety nie leciało nic innego niż Skubani.
Jedyne dobre to to, ze pierwszy raz byłam na seansie 3D, a tak poza tym ... przeciętność.
Młody Człowiek też nie był za bardzo zachwycony. Ot kolejna historyjka w amerykańskim stylu. Średnio śmieszna, średnio interesująca. Nic specjalnego nie zostaje po niej w głowie.
Ale czas i tak spędziliśmy świetnie.
Lubimy tak razem spędzać czas :)
Niestety nie leciało nic innego niż Skubani.
Jedyne dobre to to, ze pierwszy raz byłam na seansie 3D, a tak poza tym ... przeciętność.
Młody Człowiek też nie był za bardzo zachwycony. Ot kolejna historyjka w amerykańskim stylu. Średnio śmieszna, średnio interesująca. Nic specjalnego nie zostaje po niej w głowie.
Ale czas i tak spędziliśmy świetnie.
Co my tu mamy:
CO?DZIENNIK,
Miejsca Małych Ludzi,
na Srebrnym Ekranie
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Kraina lodu
Piękny film - wizualnie piękny, poza tym zabawny i mądry. Piękne piosenki - wpadające w ucho, jak to u Disneya.
Wyszliśmy z kina, z Młodym Czlowiekiem nucąc - Mam tę moc
i Ulepimy dziś bałwana?,
a pieśń robotników tnących lód, która rozpoczyna historię - brzmi mi w uszach do dziś.
No i nasza ulubiona postać - bałwanek Olaf!-mistrzowsko dubbingowany przez Czesława Mozila. Fantastyczny!
To nie jest " dziewczyńska" historia, jak mnie ostrzegano, to historia dla każdego widza, bo wciąga tak, że nie zauważa się tych prawie dwóch godzin wysiedzianych w fotelu. Prawdą jest jednak to, że to film dla starszych dzieci, bo jest bardzo emocjonujący.
Standardowe ceny biletów w weekendy to zbrodnia. A w tę niedzielę trafiła się świetna akcja - niedziela z biletami po 11 złotych!! Święto kina się udało - sala była pełna!!
Co my tu mamy:
CO?DZIENNIK,
Miejsca Małych Ludzi,
na Srebrnym Ekranie
niedziela, 14 października 2012
Czym skorupka za młodu ....
Szlag jasny mnie trafia, jak widzę jakie wychowanie, przykład, wzór przekazują niektórzy swoim dzieciom.
Poszliśmy dziś na "Święto Dyni" do Ogrodu Botanicznego. Pomijam fakt, że był to dość ryzykowny ruch - ze względu na porę pojawienia się - ok 15 - czyli, gdy całe miasto tam przyszło. Zupełnie zapomniałam, że trzeba się tam udać rano!!!! Pomijam też źle wydane pieniądze - bilety kosztowały 10 zł od każdego kto wyrósł z przedszkola!! Ciekawego nie było za wiele.. a dyń jak na lekarstwo - za to wszelkiej maści stragany - i owszem na każdym kroku. I ta okrutna muzyka łomocząca wokoło. Wiem, wiem dzieci występują itp... ale czy to musza być dożynki - gdzie każdy prezentuje swoje umiejętności ?? Miałbym inna wizję, no ale widać tylko ja.
Najbardziej jednak utkwią mi w głowie dwa obrazki.
Pierwszy - rezolutny tatuś zrywający liść z drzewa - z zadowoleniem przekazując zdobycz synkowi.
I Drugi - tatuś kontrolujący oddawanie moczu przez ok 2 letniego synka, dokładnie pod jakimś nieprzypadkowo stojącym w ogrodzie botanicznym drzewkiem. 50 metrów od toalety!!
No ludzie kochani!!!
O ile w pierwszym przypadku powstrzymałam się od komentarza kwitując to jedynie zdegustowanym spojrzeniem i nawiązaniem kontaktu wzrokowego z ojcem.
Tak w drugim już nie wytrzymałam - zareagowałam. Oczywiście zostałam obrzucona dziwnym spojrzeniem - typu - "czego się czepiasz babo". I tatuś stwierdził, że chłopiec by nie zdążył ...
No logika nakazywałaby chociaż nie sikać pod samo drzewo!! No i rodziców w tym głowa by jednak się udało zdażyć.
Kurczę, zwykle to robię .. i zwykle czuję się jak Idiotka - choć to uczucie powinno raczej towarzyszyć tym do których mówię. dodam, że naprawdę zawsze staram się być bardzo taktowana - jak nie ja!
Ostatnio jakieś dwie Panie, chyba z 3. dzieciaków, w ZOO miały cała siatę obranej marchewki i karmiły niedźwiedzie. Tam jest napisane że nie karmić !!! - a nie nie karmić niczym poza marchewką!!
Tak samo z małpami.
- Daj kawałek jabłuszka małpce.
- ??? - Proszę nie karmić zwierząt - tutaj jest napis.
- Przecież to tylko jabłko - proszę pani!!
- Tak ale przed Panią było tu 20 innych osób które robiły to samo!!! To jest małe zwierzę,
Zwierzę nie odmówi posiłku - dokładnie jak dziecko - gdy jest dla niego atrakcyjny. Poza tym tu we Wrocławskim ZOO są karmienia - takie dla ludzi specjalne, można iść, nakarmić z treserem, opiekunem itp - pod kontrolą!! Jest dzieciniec zwierzęcy i tak zwykle leży dla zwierzaków jakieś jedzenie.
Czy to jest taka tajemna wiedza, że dzieciaki powtarzają potem zachowania rodziców? Czy trudno jest pomyśleć, że zachowując się w ten sposób hodujemy wandali i nieświadomych, beztroskich, "wdupiewszystkomających" osobników.
Dlaczego Ci rodzice - którzy wrócą potem z dziećmi do własnych domów, ogrodów, zwierząt - nie siusiają pod drzewa w ogrodzie, nie pozwalają wszystkim karmić swoich psów i kotków ile wlezie, nie ogołacają z liści swoich ogrodowych pięknych okazów?
Wymagają świetnej obsługi, czystych chodników, pięknych parków - a płacąc za bilet niektórzy czują, że im już wszystko wolno !!
Nie pojmuję.
M.
Poszliśmy dziś na "Święto Dyni" do Ogrodu Botanicznego. Pomijam fakt, że był to dość ryzykowny ruch - ze względu na porę pojawienia się - ok 15 - czyli, gdy całe miasto tam przyszło. Zupełnie zapomniałam, że trzeba się tam udać rano!!!! Pomijam też źle wydane pieniądze - bilety kosztowały 10 zł od każdego kto wyrósł z przedszkola!! Ciekawego nie było za wiele.. a dyń jak na lekarstwo - za to wszelkiej maści stragany - i owszem na każdym kroku. I ta okrutna muzyka łomocząca wokoło. Wiem, wiem dzieci występują itp... ale czy to musza być dożynki - gdzie każdy prezentuje swoje umiejętności ?? Miałbym inna wizję, no ale widać tylko ja.
Najbardziej jednak utkwią mi w głowie dwa obrazki.
Pierwszy - rezolutny tatuś zrywający liść z drzewa - z zadowoleniem przekazując zdobycz synkowi.
I Drugi - tatuś kontrolujący oddawanie moczu przez ok 2 letniego synka, dokładnie pod jakimś nieprzypadkowo stojącym w ogrodzie botanicznym drzewkiem. 50 metrów od toalety!!
No ludzie kochani!!!
O ile w pierwszym przypadku powstrzymałam się od komentarza kwitując to jedynie zdegustowanym spojrzeniem i nawiązaniem kontaktu wzrokowego z ojcem.
Tak w drugim już nie wytrzymałam - zareagowałam. Oczywiście zostałam obrzucona dziwnym spojrzeniem - typu - "czego się czepiasz babo". I tatuś stwierdził, że chłopiec by nie zdążył ...
No logika nakazywałaby chociaż nie sikać pod samo drzewo!! No i rodziców w tym głowa by jednak się udało zdażyć.
Kurczę, zwykle to robię .. i zwykle czuję się jak Idiotka - choć to uczucie powinno raczej towarzyszyć tym do których mówię. dodam, że naprawdę zawsze staram się być bardzo taktowana - jak nie ja!
Ostatnio jakieś dwie Panie, chyba z 3. dzieciaków, w ZOO miały cała siatę obranej marchewki i karmiły niedźwiedzie. Tam jest napisane że nie karmić !!! - a nie nie karmić niczym poza marchewką!!
Tak samo z małpami.
- Daj kawałek jabłuszka małpce.
- ??? - Proszę nie karmić zwierząt - tutaj jest napis.
- Przecież to tylko jabłko - proszę pani!!
- Tak ale przed Panią było tu 20 innych osób które robiły to samo!!! To jest małe zwierzę,
Zwierzę nie odmówi posiłku - dokładnie jak dziecko - gdy jest dla niego atrakcyjny. Poza tym tu we Wrocławskim ZOO są karmienia - takie dla ludzi specjalne, można iść, nakarmić z treserem, opiekunem itp - pod kontrolą!! Jest dzieciniec zwierzęcy i tak zwykle leży dla zwierzaków jakieś jedzenie.
Czy to jest taka tajemna wiedza, że dzieciaki powtarzają potem zachowania rodziców? Czy trudno jest pomyśleć, że zachowując się w ten sposób hodujemy wandali i nieświadomych, beztroskich, "wdupiewszystkomających" osobników.
Dlaczego Ci rodzice - którzy wrócą potem z dziećmi do własnych domów, ogrodów, zwierząt - nie siusiają pod drzewa w ogrodzie, nie pozwalają wszystkim karmić swoich psów i kotków ile wlezie, nie ogołacają z liści swoich ogrodowych pięknych okazów?
Wymagają świetnej obsługi, czystych chodników, pięknych parków - a płacąc za bilet niektórzy czują, że im już wszystko wolno !!
Nie pojmuję.
M.
Co my tu mamy:
CO?DZIENNIK,
Miejsca Małych Ludzi,
WROmiejsca,
WROwydarzenia
środa, 5 października 2011
W pigułce.
Jesień sypnęła obfitością ciekawych wydarzeń.
W poprzedni weekend po Kreskówkach we WROart - naszym ulubionym miejscu na niedzielne wczesne popołudnie, po pikniku w Parku Staromiejskim - z kanapkami, jajem gotowanym, wata cukrową, karuzelą i bańkami przelotem znaleźliśmy się na Jarmarku ekologicznym w pobliżu Kościoła Św. Magdaleny. Jakież tam były cuda, jaka piękna biżuteria, ceramika, smakowite chleby, miody, wędliny... Szczególnie przypadły mi do gusty te kobiety:
Ech. Chciałabym być wszędzie, dotknąć wszystkiego, a czasu brak.
W kinie najchętniej spędzałabym wszystkie wieczory, kusi teatr, wystawa, muzyka.
Póki co dzięki fb wybraliśmy się z Młodym Człowiekiem na Muminki - ściślej Lato Muminków do Teatru lalek!
Jedno słowo oddaje najlepiej to co czułam wychodząc ze spektaklu - REWELACJA! Polecam wszystkim dużym i małym tę przygodę, nawet tym ortodoksyjnym miłośnikom słuchowiska muzycznego z 78 roku (bodajże) do których sama należę. Świetne kostiumy, rewelacyjny kontakt z publicznością, oprawa muzyczna na piątkę. Chętnie poszłabym zobaczyć to jeszcze raz, no a na pewno wybierzemy się jeszcze na jakiś inny spektakl. Teatr Lalek dostał od nas Wielkie Brawa!
Na co teraz czekam? Na festiwal dyni, aby porobić piękne zdjęcia.
Chętnie wybrałabym się do kina na "Drive"- ale się nie zapowiada, niestety.
Niecierpliwie czekam też na koncert. Po gorączkowych poszukiwaniach i dzięki pomocy "Pana Redaktora Kochanego" - ostatnie bilety odnalazłam w MM na Bielanach. Niezwłocznie nabyłam jeden. Teraz mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć w środę do radia zgodnie z planem. Muzyczna Strefa Radia Ram tym razem z Nat Queen Cool i Kubą Badachem - to dla mnie kolejna delicja. Kuba - uwielbiany przeze mnie od lat (tak, tak około 20) - rewelacyjny w utworach Andrzeja Zauchy i Nat Queen Cool ze zmysłowym głosem Natalii Lubrano. Uczta na wysokim poziomie. Mam nadzieję się nie zawieść. Czekam... przekonam się.
A co poza tym? Rozmyślanie o priorytetach życiowych i wyborach. Chęć zmian przytłaczana rzeczywistością. Decyzje, myśli, relacje, wyzwania...
O takie na przykład konwersacje z rosyjskiego co poniedziałek.
Ot życie, które ciągle przyspiesza tempo... mimo jesieni.
M.
Ten kojący głos...
W poprzedni weekend po Kreskówkach we WROart - naszym ulubionym miejscu na niedzielne wczesne popołudnie, po pikniku w Parku Staromiejskim - z kanapkami, jajem gotowanym, wata cukrową, karuzelą i bańkami przelotem znaleźliśmy się na Jarmarku ekologicznym w pobliżu Kościoła Św. Magdaleny. Jakież tam były cuda, jaka piękna biżuteria, ceramika, smakowite chleby, miody, wędliny... Szczególnie przypadły mi do gusty te kobiety:
Ech. Chciałabym być wszędzie, dotknąć wszystkiego, a czasu brak.
W kinie najchętniej spędzałabym wszystkie wieczory, kusi teatr, wystawa, muzyka.
Póki co dzięki fb wybraliśmy się z Młodym Człowiekiem na Muminki - ściślej Lato Muminków do Teatru lalek!
Jedno słowo oddaje najlepiej to co czułam wychodząc ze spektaklu - REWELACJA! Polecam wszystkim dużym i małym tę przygodę, nawet tym ortodoksyjnym miłośnikom słuchowiska muzycznego z 78 roku (bodajże) do których sama należę. Świetne kostiumy, rewelacyjny kontakt z publicznością, oprawa muzyczna na piątkę. Chętnie poszłabym zobaczyć to jeszcze raz, no a na pewno wybierzemy się jeszcze na jakiś inny spektakl. Teatr Lalek dostał od nas Wielkie Brawa!
Na co teraz czekam? Na festiwal dyni, aby porobić piękne zdjęcia.
Chętnie wybrałabym się do kina na "Drive"- ale się nie zapowiada, niestety.
Niecierpliwie czekam też na koncert. Po gorączkowych poszukiwaniach i dzięki pomocy "Pana Redaktora Kochanego" - ostatnie bilety odnalazłam w MM na Bielanach. Niezwłocznie nabyłam jeden. Teraz mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć w środę do radia zgodnie z planem. Muzyczna Strefa Radia Ram tym razem z Nat Queen Cool i Kubą Badachem - to dla mnie kolejna delicja. Kuba - uwielbiany przeze mnie od lat (tak, tak około 20) - rewelacyjny w utworach Andrzeja Zauchy i Nat Queen Cool ze zmysłowym głosem Natalii Lubrano. Uczta na wysokim poziomie. Mam nadzieję się nie zawieść. Czekam... przekonam się.
A co poza tym? Rozmyślanie o priorytetach życiowych i wyborach. Chęć zmian przytłaczana rzeczywistością. Decyzje, myśli, relacje, wyzwania...
O takie na przykład konwersacje z rosyjskiego co poniedziałek.
Ot życie, które ciągle przyspiesza tempo... mimo jesieni.
M.
Ten kojący głos...
Co my tu mamy:
CO?DZIENNIK,
Miejsca Małych Ludzi,
Muzycznie,
WROmiejsca,
WROwydarzenia
poniedziałek, 12 września 2011
Babie lato
Powoli odchodzi lato, jednak robi to w mój ulubiony sposób racząc nas jeszcze cudowną pogodą. Żałuję tylko, że nie siedzę nad morzem, albo w najpiękniejszym kaszubskim lesie pełnym grzybów (jak donoszą Leśni Ludzie). Nie można mieć wszystkiego, czasem trzeba się mocować z życiem, by innym razem odpoczywać. Prawda? :)
Chcąc odpędzić różne zmory postanowiłam,że ten weekend spędzimy z Młodym Człowiekiem na zupełnym luzie i udało się idealnie!
Zakupy zrobiliśmy już w piątek. W sobotę ogarnęliśmy sprawy domowe: pranie, porządki i szwendane śniadanko. Udaliśmy się do sąsiadów i tam leniwie spędziliśmy dzionek na trawie. Bossko. Rewelacyjna pogoda. Spokojna rzeka. Łagodne słońce. Brak tłumów ludzi. Plony z warzywnika. Ech... może kiedyś się ziści marzenie o takim spokojnym, szczęśliwym życiu.
Upiekłyśmy ciasto, zrobiliśmy grilla, donikąd się nie spiesząc, rozmawiając ... sielanka. Tak lubię.
Niedziela, lekko zakłócona Maratonem Wrocławskim, rozpoczęła się na filmach animowanych we WRO. Kolejne oderwane od pędzącej rzeczywistości miejsce. Uwielbiam ten klimat i na szczęście Młody Człowiek też to lubi. Już nie pamiętam, który to rok uczestniczymy w projekcjach, w każdą wolna niedzielę. Chyba trzeci... Ciągle nam się jednak nie nudzi.
Po projekcji urządziliśmy sobie piknik w Parku Staromiejskim, gdzie trafiliśmy na występ kwintetu smyczkowego. Muzyka i kanapki na trawie smakują wyśmienicie.
A potem to już do końca dnia jeździliśmy nową linią 32 plus na Gaj i Pilczyce. Na szczęście tramwaj supernowoczesny, supercichy i superklimatyzowany, więc 30 stopni na zewnątrz nie robiło wrażenia - o ile nie trzeba było się przesiąść.
Pod wieczór, w nagrodę ... spacer po Rynku i na lody do Bartona. Dawno nie słyszałam tego przemiłego dla ucha szmeru rozmów wśród starych kamienic, przy świetle latarni. Czysta poezja. Lody zresztą również.
Uwielbiam to miasto, szczególnie u progu jesieni.
M.
PS: Nachodzi mnie tej jesieni wieka chęć posprzatania i uporządkowania swojego życia. Robię co mogę by ja zaspokoić i podoba mi się to coraz bardziej. Minimalizm powoli wchodzi w życie, z ładem będzie gorzej, ale pracuję nad sobą. Choć liczę, zę z jednego wyniknie i drugie. Najbardziej jednak chciałabym odnaleźć swój czas i TUTAJ podano kilka wskazówek jak to zrobić. :)
Chcąc odpędzić różne zmory postanowiłam,że ten weekend spędzimy z Młodym Człowiekiem na zupełnym luzie i udało się idealnie!
Zakupy zrobiliśmy już w piątek. W sobotę ogarnęliśmy sprawy domowe: pranie, porządki i szwendane śniadanko. Udaliśmy się do sąsiadów i tam leniwie spędziliśmy dzionek na trawie. Bossko. Rewelacyjna pogoda. Spokojna rzeka. Łagodne słońce. Brak tłumów ludzi. Plony z warzywnika. Ech... może kiedyś się ziści marzenie o takim spokojnym, szczęśliwym życiu.
Upiekłyśmy ciasto, zrobiliśmy grilla, donikąd się nie spiesząc, rozmawiając ... sielanka. Tak lubię.
Niedziela, lekko zakłócona Maratonem Wrocławskim, rozpoczęła się na filmach animowanych we WRO. Kolejne oderwane od pędzącej rzeczywistości miejsce. Uwielbiam ten klimat i na szczęście Młody Człowiek też to lubi. Już nie pamiętam, który to rok uczestniczymy w projekcjach, w każdą wolna niedzielę. Chyba trzeci... Ciągle nam się jednak nie nudzi.
Po projekcji urządziliśmy sobie piknik w Parku Staromiejskim, gdzie trafiliśmy na występ kwintetu smyczkowego. Muzyka i kanapki na trawie smakują wyśmienicie.
A potem to już do końca dnia jeździliśmy nową linią 32 plus na Gaj i Pilczyce. Na szczęście tramwaj supernowoczesny, supercichy i superklimatyzowany, więc 30 stopni na zewnątrz nie robiło wrażenia - o ile nie trzeba było się przesiąść.
Pod wieczór, w nagrodę ... spacer po Rynku i na lody do Bartona. Dawno nie słyszałam tego przemiłego dla ucha szmeru rozmów wśród starych kamienic, przy świetle latarni. Czysta poezja. Lody zresztą również.
Uwielbiam to miasto, szczególnie u progu jesieni.
M.
PS: Nachodzi mnie tej jesieni wieka chęć posprzatania i uporządkowania swojego życia. Robię co mogę by ja zaspokoić i podoba mi się to coraz bardziej. Minimalizm powoli wchodzi w życie, z ładem będzie gorzej, ale pracuję nad sobą. Choć liczę, zę z jednego wyniknie i drugie. Najbardziej jednak chciałabym odnaleźć swój czas i TUTAJ podano kilka wskazówek jak to zrobić. :)
wtorek, 14 czerwca 2011
Małe odkrycia ...
W weekend odkryłam, że tak mogłabym dłuuugo.
A dziś odkryłam, że nasza ulubiona instalacja dźwiękowa z WROart'u stoi na Rynku. I Młody Człowiek był jak zwykle nią zachwycony. Ja tym razem się nie odważyłam ... zdecydowanie onieśmiela mnie publika.
A trzecia rzecz, mam nadzieję okaże się odkryciem.
Przybyła z nami do domu oczekiwana przeze mnie "Gaumardżos" Anny Dziewit-Meller i Marcina Mellera.
Uwielbiam tych ludzi, przynajmniej z ich telewizyjnych twarzy, z felietonów Marcina we "Wproście", z Bloga Anny. Lubię ich język i dystans do świata, lubię ich za pasję, z jaką mówią o rzeczach, które ich interesują. Ponadto uwielbiam jedzenie (a podobno tam jest wiele o gruzińskiej gościnności i ucztowaniu) i rodzi się we mnie jakaś chęć przeżycia przygody wakacyjnej, tudzież samotnego podróżowania, więc ... bezkrytycznie zachwycona już na wstępie spieszę sprawdzić, czy się nie mylę.
Ahoj przygodo
M.
A dziś odkryłam, że nasza ulubiona instalacja dźwiękowa z WROart'u stoi na Rynku. I Młody Człowiek był jak zwykle nią zachwycony. Ja tym razem się nie odważyłam ... zdecydowanie onieśmiela mnie publika.
A trzecia rzecz, mam nadzieję okaże się odkryciem.
Przybyła z nami do domu oczekiwana przeze mnie "Gaumardżos" Anny Dziewit-Meller i Marcina Mellera.
Uwielbiam tych ludzi, przynajmniej z ich telewizyjnych twarzy, z felietonów Marcina we "Wproście", z Bloga Anny. Lubię ich język i dystans do świata, lubię ich za pasję, z jaką mówią o rzeczach, które ich interesują. Ponadto uwielbiam jedzenie (a podobno tam jest wiele o gruzińskiej gościnności i ucztowaniu) i rodzi się we mnie jakaś chęć przeżycia przygody wakacyjnej, tudzież samotnego podróżowania, więc ... bezkrytycznie zachwycona już na wstępie spieszę sprawdzić, czy się nie mylę.
Ahoj przygodo
M.
niedziela, 12 czerwca 2011
Drezno ... preludium
Zaległy post z ubiegłej soboty, ale nie mogę mu podarować.
Młody Człowiek - jak każde dziecko - otrzymał prezent na Dzień Dziecka. Tym razem nie było to kolejne pudło klocków, które raz złożone nie wracają do łask, ani też gra planszowa (bo również mamy ich kilka), ani lokomotywa. Postanowiliśmy zabrać go na wycieczkę, czyli po prostu spędzić z nim czas tak, jak tego chce. Pierwotnie miała to być przejażdżka szynobusem, jednak stanęło na Muzeum Transportu w Dreźnie - idealnego miejsca dla miłośników pojazdów kołowych i nie tylko.
Z Wrocławia autostradą droga jest prościutka i wygodna. O ile się orientuję, można też pojechać tam pociągiem na 1 dzień - uruchomiono specjalne połączenie. Wycieczka pociągiem będzie planem na kolejny wyjazd - tym razem z braku czasu postawiliśmy na auto.
Drezno jest przepiękne, choć centrum odbudowywane aktualnie - jest pełne rusztowań, maszyn budowlanych - zupełnie nie niszczy to uroku tego miejsca. Piękna Łaba, starówka na wzgórzu, kościoły, kawiarenki ... bajka. Niestety nie było czasu na zwiedzanie miasta. Niemniej co nieco z tej przyjemności i nam się trafiło, gdyż Muzeum jest położone w samym centrum.
Bilet wstępu 2 dorosłych i 6-latek to koszt 9 Euro, a zabawy jest na kilka godzin.
Na trzech poziomach znajdują się tramwaje, lokomotywy, wagony, samoloty, statki, samochody - wszystko w naturalnych rozmiarach, lub modele. Są symulatory jazdy tramwajem, lotu samolotem, sterowania statkiem, jest specjalne miasteczko po którym można poruszać się małym samochodem i uczyć znaków i zasad ruchu drogowego. Wiele eksponatów można dotknąć, wiele jest stworzonych specjalnie do zabawy - jak stojak z linami i instrukcjami wiązani węzłów. Są makiety kolejek (w tym Tomek z Tomka i przyjaciół), którymi dzieci mogą się bawić. Jest specjalna sala dla dzieci.
Dla mnie całość jest rewelacyjna! Nie ukrywam, jechałam tam z pewną obawą, że będzie nudnawo. Nie nudziłam się ani minuty - o Młodym Człowieku nie wspomnę!!! Był zachwycony. Szczególnie, jedną z największych w Europie, makietą kolejki. 325 metrów kwadratowych robi wrażenie!!
Koniec gadania .. teraz kilka zdjęć. Trzeba tam koniecznie pojechać ponownie!!
M.
Młody Człowiek - jak każde dziecko - otrzymał prezent na Dzień Dziecka. Tym razem nie było to kolejne pudło klocków, które raz złożone nie wracają do łask, ani też gra planszowa (bo również mamy ich kilka), ani lokomotywa. Postanowiliśmy zabrać go na wycieczkę, czyli po prostu spędzić z nim czas tak, jak tego chce. Pierwotnie miała to być przejażdżka szynobusem, jednak stanęło na Muzeum Transportu w Dreźnie - idealnego miejsca dla miłośników pojazdów kołowych i nie tylko.
Z Wrocławia autostradą droga jest prościutka i wygodna. O ile się orientuję, można też pojechać tam pociągiem na 1 dzień - uruchomiono specjalne połączenie. Wycieczka pociągiem będzie planem na kolejny wyjazd - tym razem z braku czasu postawiliśmy na auto.
Drezno jest przepiękne, choć centrum odbudowywane aktualnie - jest pełne rusztowań, maszyn budowlanych - zupełnie nie niszczy to uroku tego miejsca. Piękna Łaba, starówka na wzgórzu, kościoły, kawiarenki ... bajka. Niestety nie było czasu na zwiedzanie miasta. Niemniej co nieco z tej przyjemności i nam się trafiło, gdyż Muzeum jest położone w samym centrum.
Bilet wstępu 2 dorosłych i 6-latek to koszt 9 Euro, a zabawy jest na kilka godzin.
Na trzech poziomach znajdują się tramwaje, lokomotywy, wagony, samoloty, statki, samochody - wszystko w naturalnych rozmiarach, lub modele. Są symulatory jazdy tramwajem, lotu samolotem, sterowania statkiem, jest specjalne miasteczko po którym można poruszać się małym samochodem i uczyć znaków i zasad ruchu drogowego. Wiele eksponatów można dotknąć, wiele jest stworzonych specjalnie do zabawy - jak stojak z linami i instrukcjami wiązani węzłów. Są makiety kolejek (w tym Tomek z Tomka i przyjaciół), którymi dzieci mogą się bawić. Jest specjalna sala dla dzieci.
Dla mnie całość jest rewelacyjna! Nie ukrywam, jechałam tam z pewną obawą, że będzie nudnawo. Nie nudziłam się ani minuty - o Młodym Człowieku nie wspomnę!!! Był zachwycony. Szczególnie, jedną z największych w Europie, makietą kolejki. 325 metrów kwadratowych robi wrażenie!!
Koniec gadania .. teraz kilka zdjęć. Trzeba tam koniecznie pojechać ponownie!!
M.
poniedziałek, 11 października 2010
Złota jesienna sobota.
Ale było piękne słońce w weekend!!! Zimno... ale pięknie. I nawet na spacer poszłam. Do parku a jak! I jestem pod wrażeniem.
Park przy Teatrze Lalek - po rocznym remoncie - jest piękny! Trawa, platany, różne gatunki krzewów, woliera dla bażantów, stylowa karuzela ze stylowym bileterem, świetny plac zabaw, a wszystko skąpane w promieniach jesiennego słońca, rześkie powietrze wokoło... nawet tłumów nie było!
Potem herbata, gorąca i pachnąca różą - w Teatralnej.
A później piechotą na spotkanie w Renomie, w Empiku z Edytą Jungowską - która opowiadała o trudach powstawania "Pippi" a potem pięknie podpisała Młodemu Człowiekowi wszystkie trzy audiobooki wprawiając go w niemały zachwyt!
Na święta obiecała "Dzieci z Bullerbyn" - zapewne i po nie sięgniemy :)
Było miło, a potem Młody Człowiek dostał swoje pierwsze pióro - jest nim zachwycony - i zjadł pyszną pizzę z salami w Sicilii. Palce lizać!!
Taki spokojny, miły dzień w rodzinnym, choć już nie całkiem, gronie.
Jednak można. Z czasem wszystko jest możliwe. :)
M.
PS.
A teraz słuchamy ZAZ. Jakaż piękna chrypka. I jak cudownie nic nie rozumiem z tych słów które wyśpiewuje. Co tam, muzyka się broni!!
aaaa no zapomniałabym - obcięłam dziś włosy - znacznie!
Podobno to zwiastun zmian. :)
Co my tu mamy:
CO?DZIENNIK,
Miejsca Małych Ludzi,
Muzycznie,
WROmiejsca
poniedziałek, 28 czerwca 2010
Lato przyszło na dobre.
Minął weekend. Już właściwie i poniedziałek mówi dobranoc. Wrócę jednak do tych trzech pięknych, słonecznych, beztroskich dni. Dawno tak niespiesznie i relaksująco nie spędziłam czasu z Młodym Człowiekiem. Zapachniało wakacjami. Idealnymi.
W piątek poszliśmy pospacerować po Rynku i gdyby nie atakujące zewsząd wygłodniałe komarzyce, wieczór przeciągnąłby się dłużnej. Oglądaliśmy świetny występ ulicznego Żonglera-Akrobaty z Niemiec

Przebiegliśmy przez Pawilon Tanie Czytanie

i wypatrzyliśmy puzzle - z Nowym Jorkiem z 1000 kawałków! (Co jak się potem okazało jest ilością niewyobrażalną dla Młodego Człowieka).
Wróciliśmy po nie w sobotę w południe. Potem spacerkiem ruszyliśmy na obiad w moim ulubionym miejscu - teraz również tolerowanym przez Młodego Człowieka - Restauracji Marina, lub Restauracji Przystań na Księcia Witolda. Pierwszy raz - muszę to koniecznie odnotować - udało mi się spokojnie, bez szamotania się ganiania po restauracji, wykłócania o rację i upraszania o porządne zachowanie, za to siedząc na miejscu i spokojnie konwersując z własnym dzieckiem - zjeść obiad w miejscu publicznym w atmosferze relaksu i niewymuszonego zadowolenia! Jakże to się udało? - Czy to ja taka stara i niewymagająca się zrobiłam, czy Młody Człowiek tak dojrzał nie wiem kiedy. A może to magia tego miejsca, na którą złapał się również młodzieniec, albo magiczną moc ma podawana tam Ice Tea? ;)
Uwielbiam ten widok, bliskość wody, przytulny balkon i szmer ulicy. Pod drzewem i parasolem, z promieniami słońca przedzierającymi się przez liście. Ech! Rewelacja!


Następnego dnia, po wycieczce w poszukiwaniu Krasnali, znowu odwiedziliśmy miły zakątek. Młody Człowiek z drugim Młodzianem w miarę bezproblemowo bawili się i rysowali, jeden z nich nawet łaskawie zasnął, a Mamy mogły się oddać degustacji pysznej pizzy i makaronów oraz miłej konwersacji.
Sielankowe, wczesne niedzielne popołudnie we WRO.

I jak tu powrócić do rzeczywistości w poniedziałek?
M.
PS: A na koniec świat wieczornego Rynku z perspektywy 1.1 m !!
Młody Człowiek koniecznie chciał sportretować Tych Panów!

O zgrozo! Jakiś taki damski punkt widzenia czy jak?
W piątek poszliśmy pospacerować po Rynku i gdyby nie atakujące zewsząd wygłodniałe komarzyce, wieczór przeciągnąłby się dłużnej. Oglądaliśmy świetny występ ulicznego Żonglera-Akrobaty z Niemiec

Przebiegliśmy przez Pawilon Tanie Czytanie

i wypatrzyliśmy puzzle - z Nowym Jorkiem z 1000 kawałków! (Co jak się potem okazało jest ilością niewyobrażalną dla Młodego Człowieka).
Wróciliśmy po nie w sobotę w południe. Potem spacerkiem ruszyliśmy na obiad w moim ulubionym miejscu - teraz również tolerowanym przez Młodego Człowieka - Restauracji Marina, lub Restauracji Przystań na Księcia Witolda. Pierwszy raz - muszę to koniecznie odnotować - udało mi się spokojnie, bez szamotania się ganiania po restauracji, wykłócania o rację i upraszania o porządne zachowanie, za to siedząc na miejscu i spokojnie konwersując z własnym dzieckiem - zjeść obiad w miejscu publicznym w atmosferze relaksu i niewymuszonego zadowolenia! Jakże to się udało? - Czy to ja taka stara i niewymagająca się zrobiłam, czy Młody Człowiek tak dojrzał nie wiem kiedy. A może to magia tego miejsca, na którą złapał się również młodzieniec, albo magiczną moc ma podawana tam Ice Tea? ;)
Uwielbiam ten widok, bliskość wody, przytulny balkon i szmer ulicy. Pod drzewem i parasolem, z promieniami słońca przedzierającymi się przez liście. Ech! Rewelacja!


Następnego dnia, po wycieczce w poszukiwaniu Krasnali, znowu odwiedziliśmy miły zakątek. Młody Człowiek z drugim Młodzianem w miarę bezproblemowo bawili się i rysowali, jeden z nich nawet łaskawie zasnął, a Mamy mogły się oddać degustacji pysznej pizzy i makaronów oraz miłej konwersacji.
Sielankowe, wczesne niedzielne popołudnie we WRO.

I jak tu powrócić do rzeczywistości w poniedziałek?
M.
PS: A na koniec świat wieczornego Rynku z perspektywy 1.1 m !!
Młody Człowiek koniecznie chciał sportretować Tych Panów!

O zgrozo! Jakiś taki damski punkt widzenia czy jak?
niedziela, 6 czerwca 2010
Nowy Interaktywny Plac Zabaw
We WRO Art Center, w Dzień Dziecka ponownie otwarto na 1.5 miesiąca wystawę interaktywną dla dzieci. To rozrywka zgoła inna od kakofonicznych karuzel, i rozwrzeszczanych placów zabaw. Nowy Interaktywny Plac Zabaw - to rozrywka dla ciekawskich. Młody Człowiek naturalnie kocha szaleć na zjeżdżalniach, nurkować w kulkach i ganiać z kolegami po dziwacznych tunelach pod sufitem, ale we WroArt jesteśmy stałymi gośćmi i w zagadkowej atmosferze, w towarzystwie spokojnej muzyki, dźwięków natury przyglądamy się ciekawym instalacjom przybliżającym nie tylko młodym ludziom zagadkowy świat nauki. Iście magicznym urządzeniem jest instalacja FAKTURY - która pozwala za pomocą dotyku malować obraz wyświetlany przez projektor na ścianie przed nami. Sama nie mogę się opanować i mogłabym przy tym stać godzinami. Niepowtarzalne i nieporównywalne z niczym doświadczenie. Poza tym przez chwilę można się poczuć jak Bohaterowie Gwiezdnych Wojen malując obrazy świetlnym mieczem, czy pograć na bębenkach BOPI - zamieniając wybijane dźwięki na dziwaczne kolorowe kształty pląsające po podłodze. Jest kącik, w którym można pooglądać klasyczne polskie filmy animowane. W innym pograć w karty z Czarodziejem i pobiegać po wielkiej pastelowej planszy - Widokowej Platformie Interaktywnej, na której każdy z kwadratów ma przypisany dźwięk, co pozwala nam grać na niej własnym ciałem, jak na cymbałkach, a wszystkie nasze wybryki możemy obserwować na ekranie monitora - kamera pokazuje nas z góry. Oczywiście też pobiegałam. Niesamowite!
M.

PS: Swego czasu wystawa objeżdżała Polskę i cieszyła się dużym zainteresowaniem.
We Wrocławiu wstęp na nią jest bezpłatny. :)
PS2: Cyklicznie w niedzielne poranki o 12.30 we WROArt są też organizowane pokazy animacji polskich jak i obcojęzycznych, nowych i starych oraz spotkania z twórcami. Niedzielne Poranki Filmowe są także darmowe.
Sądzę, że następnym razem nie zapomnę podpisać petycji 1% podatku na kulturę, by nasze dzieciaki miały więcej okazji do obcowania ze sztuką i do nauki przez zabawę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












