czwartek, 18 lutego 2010
Nadzieja pachnie wiosną ...
W końcu dziś świeciło porządnie SŁOŃCE !! Już myślałam,że potajemnie ktoś mnie eksmitował na Koło Podbiegunowe i przez pół roku będzie noc, a śnieg to nie stopnieje już nigdy!!! Jakąś taką wiosenna woń topniejących hałd białej zmory (jak to - bardzo trafnie - wyśpiewało VooVoo) wyczułam dzisiejszego ranka w powietrzu.
Pachniało Nadzieją - taką co się budzi na brudzie i zgliszczach!!
Czyją matką Nadzieja jest - każdy wie, każdy też wie, że jednak każda matka kocha swe dzieci...
Matko Nadziejo... co z tego wyniknie??
Ok, poczekam cierpliwie.
Dobranoc
M.
PS: Byle tylko przetrwać końskie zaloty "leciwych młodzieńców" i wiosna może przychodzić już jutro, choć sadząc po nadaktywności towarzyskiej męskiej części społeczeństwa - jaką mogłam zaobserwować dziś - obawiam się, że może to być bardzo męcząca (żeby nie powiedzieć upierdliwa) pora roku. Ale co mi tam ...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
4 komentarze:
...no cos Ty...slonce jest najwazniejsze!!
No jest! Ja na to Słońce mam nadzieję! I czekam!! I chcę Słońca pomimo zakładanych niedogodności związanych z pomieszaniem zmysłów u niektórych!
Liczę,że i mnie się zdrowo pomiesza to nie zauważę :D
wiesz, ja nigdy nie przypuszczałam, że widok lejącego się strugami deszczu tak mnie ucieszy ;) odwilż!
Wiosna, ach to Ty!
:))
Prześlij komentarz